Ubiegły weekend przebiegł po myśli gorzowskich kibiców, którzy wraz z Bartkiem Zmarzlikiem w sobotę świętowali zdobycie przez niego tytułu Indywidualnego Mistrza Świata. 


W niedzielę zaś mogli oglądać go szalejącego na torze w Gorzowie.
 
Bohater tego meczu był zdecydowanie jeden. Zmarzlik wygrał wszystkie swoje biegi ze sporą przewagą nad rywalami. Jak sam przyznaje, nie był to dla niego najłatwiejszy mecz:
- Nie było łatwo przygotować się na spokojnie do dzisiejszych zawodów po wczorajszym dniu, ja jednak lubię się trochę wyłączyć przed zawodami. Dzisiaj wiadomo, że każdy mnie poklepywał po plecach, gratulował i chciał zrobić sobie ze mną zdjęcie. Ja nie chciałem zamykać się w sobie, tylko być otwartym i dostępnym dla kibiców. Zależało mi na tym, aby wspólnie z kibicami świętować, nie mamy przecież takich powodów do radości na co dzień. Jest to świetne uczucie, przechodzą mnie ciarki. 
 
Zawodnik nie miał nawet dnia wolnego, aby w spokoju zacząć cieszyć się z wywalczonego tytułu: - Dopiero teraz zaczyna do mnie docierać, że jestem Indywidualnym Mistrzem Świata. Rano wstałem, pojechałem tylko szybko do kościoła, zrobiłem pranie i wysuszyłem wszystko, co było mi potrzebne na mecz. Wybraliśmy z teamem silniki i od razu wyjechaliśmy. Po drodze obejrzałem sobie tylko bieg półfinałowy, całe zawody mam nagrane. Na pewno je obejrzę, ale dopiero we wtorek po powrocie z Gali PGE Ekstraligi - relacjonował żużlowiec.
 
Mimo małej ilości czasu, kapitan gorzowskiej Stali zrobił wszystko, aby jak najlepiej zaprezentować się w meczu barażowym: -  Byłem dzisiaj maksymalnie skupiony na zawodach. Wiedziałem, że każdy zgubiony przeze mnie punkt będzie odebrany jako nieprzygotowanie lub zlekceważenie dzisiejszego meczu. A to wcale tak nie jest. Uwierzcie mi, że ja całym sercem staram się jak najlepiej reprezentować Gorzów i Polskę - zakończył Indywidualny Mistrz Świata. 
Źródło: Stal Gorzow