Przed żółto-niebieskimi najdłuższy wyjazd w tym roku - podróż do Olsztyna, gdzie ze wzmocnioną Warmią zmierzą się w kolejnym meczu I ligi grupy A.


Mecze wyjazdowe piłkarzy ręcznych uchodzą za trudniejsze, mimo że nie zmienia się przygotowanie parkietu i trudno doszukiwać się jakichś fizycznych zmian miejsca, jakie w żużlu są codziennością. Skąd więc problem? Przede wszystkim jest to kwestia podróży w dzień meczu, a więc przejechania niejednokrotnie ogromnych odległości w autokarach, co – jak każdy wie – jest dość męczące i nużące. – Odległość nie powinna zrobić większej różnicy, jedyny problem jest taki, że jedziemy w dniu meczu. Prosto z autobusu, prawie 500 km, grać mecz i jeszcze się im postawić? A oni naprawdę są na bardzo dobrej fali. Wzmocnili się ponadto w trakcie ligi. Mają naprawdę bardzo solidny zespół. Będzie to bardzo trudny mecz – powiedział szkoleniowiec gorzowskiego zespołu, Dariusz Molski.
 

Gorzowianie w początek tego roku weszli bardzo dobrze, prawie doskonale, mocno strasząc i ostatecznie wywożąc zwycięski remis z Malborka, a następnie pokonując u siebie drużynę Grunwaldu Poznań. Oba mecze dały się jednak we znaki zwłaszcza w sferze fizycznej, a gorzowianie zwłaszcza po meczu z Poznaniem są odrobinę poobijani. – Wszyscy ogólnie są zdrowi. Mamy swoje małe pomeczowe dolegliwości, ale dzień-dwa i wszystko powinno wrócić do normy – wyjaśnił trener Stali.

 

Do żółto-niebieskich w tym tygodniu treningów dołączył stary-nowy zawodnik, Krzysztof Stupiński, który postanowił się poruszać razem z pierwsza drużyną. Czy to oznacza jednak poszerzenie kadry Dariusza Molskiego? – Poprosiłem go o pomoc, bo widzę, że przychodzi od czasu do czasu na treningi drugiej drużyny. W momentach, w których w zespole pojawiają się kontuzje, ludzi brakuje. Poprosiłem go o pomoc właśnie na taki wypadek, zgodził się, będzie nam pomagał, potrenuje z nami. Będzie to zarówno z korzyścią dla nas, jak i dla niego – skwitował trener.

 

Stalowcy szykują się na bardzo trudny bój o punkty. Warmia to drużyna z najwyższej ligowej półki, a w swojej hali z pewnością łatwo punktów nie oddadzą. – To najwyższa półka ligowa. Kto, jeżeli nie oni? Mocny sponsor, poodkurzali, poodświeżali i ci zawodnicy, którzy przed sezonem rozstali się z nimi, wrócili. Mają dobrą ekipę. Duże chłopy, bardzo dobra obrona, niezła kontra i bardzo doświadczona drużyna – opowiedział szkoleniowiec żółto-niebieskich. Na kogo gorzowianie zwrócą największą uwagę? – Przede wszystkim na ich betonową obronę. Musimy znaleźć sposób na to, by ich rozmontować. Jak rzucać nazwiskami, to Królik, Malewski, Deptuła, są też dwa bardzo mocne obroty. Żółtak, Hegier, fajna młodzież. Jedna bramka mocna, ta druga też, jak się okazuje, bo w meczu z Grudziądzem grał młody chłopak i jak się okazuje, robił wyniki. Na każdej pozycji jest doświadczony zawodnik – zaznaczył Dariusz Molski.

 

W ostatnich meczach żółto-niebieskich kibice mieli okazję oglądać dwie fazy meczu – pierwszą połowę niemalże doskonałą, mocną i zdecydowanie zdominowaną przez gorzowski zespół – oraz drugą połowę, w której zazwyczaj mocny gorzowski pociąg zwalnia i zaczyna się gra bardziej nerwowa i bramka za bramkę. – Nie wiem, czy to jest kwestia koncentracji, czy to leży w tej sferze. To z pewnością jest jakaś kwestia mentalna, natomiast nie powiedziałbym, że to brak koncentracji. Brakuje nam osoby, która w momencie straty dwóch-trzech bramek i nieskutecznej obrony, która zachowała by zimną głowę. W takich sytuacjach pojawia się stres, bojaźń – zupełnie nieuzasadniona! – przed braniem na siebie odpowiedzialności gry, bo rzucania, jak się okazuje, nie. Szybko dosyć oddajemy rzut, pozbywamy się piłki. W tym czasie przeciwnik łapie wiatr w żagle, podajemy im rękę i nam zaczynają się trząść dłonie. To jest taka nasza bezradność, choć wynik całkowicie mamy pod kontrolą. Musimy nad tym popracować. Moim zdaniem wychodzi brak doświadczenia tych młodszych zawodników, a to jest jeszcze taki okres, że wielu z nich wchodzi z ławki. Nie działa to na nich korzystnie. Duży stres, wchodzą z ławki, mają odpowiedzialność, muszą to udźwignąć, bo ich koledzy grali dobrze. Ja to tak obieram. Jeżeli to jest to, to muszę im po prostu dawać więcej czasu na boisku i to właśnie w takich trudnych momentach, żeby okrzepli – skonkludował Molski.

 

Gorzowianie do Olsztyna wyjądą wcześnie rano w piątek, by o 18:30 rozegrać to spotkanie. Nie dopuszczają innej opcji, niż zwycięstwo, choć wiedzą, że łatwo nie będzie. – Jedziemy po zwycięstwo. Nikt nie jedzie 500 km po to, żeby zjeść kolację i wrócić. Wycieczka, żeby przespać się w autobusie? No nie bardzo. Jak to wyjdzie? Boję się tej podróży, że wyjdziemy zdrewniali, skostniali z autobusu i na dwie godziny przed meczem nie zdążymy się doprowadzić do porządku. Może zabraknąć zdrowia na drugą połowę. Tak czy siak, jedziemy zawalczyć. Jeżeli mamy przegrać, to po walce i dobrym meczu, by kibice byli zadowoleni. Gramy o pełną pulę – zapowiedział szkoleniowiec gorzowskiej ekipy.

 

Wszystkich kibiców prosimy o trzymanie za nas kciuków i zapraszamy do śledzenia fanpage’a Stali Gorzów piłki ręcznej, gdzie od rana będziemy donosić o postępach wyjazdowych, a następnie podamy link do relacji live!

 
 

 

Źródło: Kinga Taisner - Stal Gorzów