Według zgodnej opinii komentatorów (raczej zagranicznych, bo w Polsce jest to jak dotychczas tekst słabo komentowany) najnowszy dokument, opublikowany przez papieża Franciszka 9 kwietnia 2018 roku, w piątym roku jego pontyfikatu, wyróżnia się wymiarem praktycznym.

Owszem: pojawiają się w nim uwagi doktrynalne (jak krytyka tendencji gnostyckich i pelagiańskich), ale to raczej margines. Dominuje wezwanie do konkretnej i praktycznej miłości bliźniego, która jest znacznie ważniejsza od znajomości doktryny. To nie przypadek, że oprócz nawiązania do ośmiu błogosławieństw (Mt 5), sporo miejsca zajmuje komentarz do obrazu sądu, w którym jedynym kryterium wierności Bogu – jest pomoc potrzebującym (Mt 25). Nie dziwi więc, że znowu jak refren powtarza się sprawa uchodźców jako sprawdzianu autentycznej wiary.

Adhortacja Gaudete et Exsultate to piąty dokument Franciszka. Po dwóch encyklikach, Lumen Fidei (napisana na cztery ręce z Benedyktem XVI) z czerwca 2013 i Laudato si’ na temat troski o stworzenie z maja 2015, oraz dwu adhortacjach apostolskich, Evangelii Gaudium (listopad 2013) i Amoris laetitia (marzec 2016, ta ostatnia została opublikowana na zakończenie dwóch Synodów biskupów na temat rodziny), Franciszek ogłasza komentarz do najważniejszego tekstu Nowego Testamentu, czyli piątego rozdziału Ewangelii Mateusza. Jest on też swoistym komentarzem do pięciu lat pontyfikatu.

Lektura adhortacji zajęła mi niecałą godzinę. Nie jest to tekst trudny jak na tego typu refleksje (jest dostępny w ośmiu językach na stronie Watykanu.
 

Owszem: moim zdaniem tekst jest bardzo prosty i właściwie nie zawiera żadnych niespodzianek. Dla każdego, kto śledzi wypowiedzi Franciszka, jest to kolejny przykład jego otwartości i próby przybliżenia katolicyzmu dzisiejszemu człowiekowi. Wiem, że to brzmi banalnie, ale tak właśnie jest.

Wierzący, a takim powinien być katolik, ma wszelkie powody ku temu by, jak głosi tytuł – cieszyć się i radować, bo tak jest napisane w Nowym Testamencie. Franciszek to pierwszy papież od kilku wieków, który odwołuje się przede wszystkim do tego podstawowego dla chrześcijaństwa tekstu, a nie do jego filozoficznych interpretacji, które często bywały po prostu zafałszowaniem.

Myślę, że to nie jest przypadek, że właśnie tekst, który jest przez wielu egzegetów uważany za istotę chrześcijańskiego nauczania, stał się okazją do kolejnego namysłu Franciszka nad istotą religii odwołującej się do Jezusa z Nazaretu. Podobnie jak w poprzednich dokumentach (może z wyjątkiem encykliki Lumen Fidei, ale jak się rzekło napisanej razem z poprzednikiem) już w tytule znalazło się słowo radość (łacińskie gaudium). Stanowi to oczywiście nawiązanie do jednego z najważniejszych dokumentów Soboru Watykańskiego II Gaudium et Spes, który na nowo określił stosunek katolicyzmu do współczesnego świata.

Nie wchodzę w tej chwili w kwestię recepcji tego dokumentu w polskim Kościele katolickim. Moim zdaniem takiej recepcji po prostu nie ma. W swej zdecydowanej większości polscy księża pozostali na poziomie nauczania Soboru Watykańskiego I z jego nauczaniem antymodernistycznym i antydemokratycznym. Dla wielu z nich znacznie ważniejszym jest też kończące dokumenty wcześniejszych soborów wykrzyknik – anatema sit! (niech będzie wyklęty) – niż próby nawiązania dialogu z inaczej myślącymi. Czy to wierzącymi, czy niewierzącymi.

Stąd podejrzewam, że ten nowy dokument papieża Franciszka, zresztą podobnie jak poprzednie cztery, zostanie wprawdzie odnotowany przez nadwiślańskich katolików, ale nie będzie miał żadnego wpływu na ich sposób postrzegania rzeczywistości.

A szkoda. Mając takiego przewodnika, mogli by pomóc swoim współobywatelom przejść przez burzliwe morze przemian demokratycznych. I to nie jako naburmuszeni obserwatorzy tropiący wszędzie odstępstwo od tradycyjnej wiary ojców i matek (zwłaszcza osobliwie pojmowanej doktryny), ale jako pełni radości i optymizmu przewodnicy swoich wspólnot.

No więc drodzy księża: czytajcie Franciszka i zmieniajcie swój język, bo lud Boży i tak go czyta bez waszej zachęty; a może się okazać, że będzie go czytał wbrew wam, i wasze zgorzkniałe i pełne gróźb kazania będziecie głosić do pustych ścian. To już się zresztą dzieje, tylko wy tego nie chcecie zobaczyć!

Niech was nie zwodzi obecność polityków szukających waszego poparcia, bo oni też to poparcie społeczne zaczynają tracić. A wobec jednych i drugich powoli gromadzi się gniew ludu.

Franciszek pokazuje jak tego gniewu uniknąć.

Stanisław Obirek

 

Źródło: studioopinii.pl